Kalwaria Zebrzydowska. Dwa wypadki kolejowego w ciągu jednego dnia. Jak to możliwe, kto co zawiodło? Sprawę bada policja i specjalna komisja

Monika Pawłowska
Monika Pawłowska
Zderzenie samochodu osobowego z pociągiem na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Kalwarii Zebrzydowskiej. Małopolskie Drogi/Damian/Jonasz
W czwartek (11 lutego 2021 r.) na dwóch przejazdach kolejowych przy ul. św. Floriana w Kalwarii Zebrzydowskiej, oddalonych od siebie o 200 metrów, doszło do groźnych wypadków. Co dziwne i istotne dla sprawy, w obu zdarzeniach brał udział ten sam pociąg relacji Bielsko-Biała – Kraków. Jak to możliwe? Czy rogatki na drugim przejeździe były opuszczone? Czy maszynista dał ciągły sygnał „baczność”? Na te i wiele innych pytań odpowiedź poznamy do miesiąca. Sprawę wyjaśnia wadowicka policja oraz specjalna komisja powołana przez PKP PLK S.A.

Kliknij w przycisk „zobacz galerię” i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE.

Fatum nad przejazdami kolejowymi w Kalwarii Zebrzydowskiej?

Do pierwszego wypadku doszło ok. godz. 8.30 na niestrzeżonym przejeździe kolejowym.

- Kierujący toyotą nie zastosował się do znaku „Stop” i nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu pociągowi relacji Bielsko-Biała – Kraków, w wyniku czego doszło do zderzenia

- informuje Agnieszka Petek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach. - Kierowca został przewieziony do wadowickiego szpitala. Został ukarany mandatem - dodaje.

Ruch pociągów został wstrzymany. Niespodziewanie o godz. 11.45 na sąsiednim, strzeżonym przejeździe kolejowym, doszło do kolejnego wypadku. Tym razem samochód ciężarowy wjechał pod ten sam pociąg, który był wówczas holowany przez pociąg techniczny. Tym razem w zderzeniu nikt nie ucierpiał.

Jak mogło dojść do kolejnego wypadku na strzeżony przejeździe?

W pierwszym przypadku, kierowca toyoty ewidentnie złamał przepisy, a w drugim co zawiodło? Czy rogatki były opuszczone, czy działała sygnalizacja świetlna?

- W tej chwili nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, czy i ewentualnie dlaczego nie działała sygnalizacja świetlna i czy rogatki były opuszczone

- informuje Agnieszka Petek. - Na miejscu zdarzenia została sporządzona dokumentacja. Wadowiccy policjanci prowadzą działania. Pracuje już również specjalna komisja powołana przez PKP PLK - dodaje.

Jak wynika z naszych ustaleń, odpowiedzi na te pytania poznamy nie wcześniej, niż za miesiąc. Tyle czasu potrzebują eksperci PKP PLK na zbadanie sprawy i przedstawienie wniosków.

- Wszelkie okoliczności tak pierwszego, jak i drugiego zdarzenia zbada specjalna komisja złożona z przedstawicieli zarządcy infrastruktury, przewoźników i policji

- mówi Dorota Szalacha, rzecznik prasowy PKP PLK S.A. - Na ten moment, nie uprzedzając ustaleń komisji mogę powiedzieć, że pierwszy wypadek miał wpływ na ograniczenie prędkości do 20 km na godz. na tym odcinku. W takim przypadku, zgodnie z procedurami maszynista daje ciągły sygnał dźwiękowy tzw. „baczność” przed dojazdem do przejazdu. Nie odpowiem na to pytanie czy był, poczekajmy na ustalenia komisji - dodaje.

Wg. "starego kolejarza" sam sygnał "baczność" to za mało. Gdy pociąg ruszył w stronę przejazdu powinny zostać spuszczone rogatki.

FLESZ - Będzie ustawa o hulajnogach: ograniczenia i mandaty

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie