Afera z Pudzianowskim. Sąd stanął po stronie lokalnego biznesmena

Redakcja
Zajście z udziałem słynnego strongmana uwieczniono na zdjęciach oraz na nagraniach kamer monitoringu. Widać też moment wiercenia dziur w drzwiach pokoju hotelowego celem wymiany zamków
Zajście z udziałem słynnego strongmana uwieczniono na zdjęciach oraz na nagraniach kamer monitoringu. Widać też moment wiercenia dziur w drzwiach pokoju hotelowego celem wymiany zamków arch. prywatne
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Mariusz Pudzianowski, kiedyś najsilniejszy człowiek świata, w ub. roku zajął pół motelu „Leskowiec” w Andrychowie. Twierdził, że kupił go od byłej żony miejscowego biznesmena. Ten z kolei przekonywał, że wspólny majątek jeszcze nie został podzielony i strongman złamał prawo. Sprawa trafiłą do sądu. A ten, przynajmniej na razie, stanął po stronie andrychowskiego przedsiębiorcy.

Sąd Okręgowy w Krakowie postanowił zabezpieczyć postępowanie o podział majątku Andrzeja Kowalczyka i jego byłej żony". Oznacza to, że, Mariusz Pudzianowski nie będzie mógł na przykład zbyć swoich udziałów w andrychowskim hostelu.

Sąd uznał, że Mariusz Pudzianowski nabył udział dotknięty wadą prawną i z tego powodu nie jest chroniony rękojmią wiary publicznej ksiąg wieczystych. A z aktu notarialnego sprzedaży wynika, że został on właściwie o tym pouczony.

Przypomnijmy. W kwietniu w internecie pojawiło się nagranie, które było jednym z najczęściej oglądanych filmików w popularnym serwisie youtube.

Chodziło o Mariusza Pudzianowskiego, byłego kulturystę i mistrza świata w siłowaniu, a obecnie zawodnika sztuk walki MMA i hotelarza, bo od lipca 2018 jest współwłaścicielem motelu Leskowiec oraz o andrychowskiego przedsiębiorca Andrzeja Kowalczyka, współwłaściciela tego samego motelu.

Co się tam wydarzyło w październiku ub. roku - widać na filmie z internetu. Mariusz Pudzianowski stanął wraz z jednym z pomocników na schodach między piętrami. Na nagraniu spokojnie i profesjonalnie, niczym ochroniarz (nie używa rąk, tylko swojej masy ciała i masywnych ramion) zastawia przejście bezradnemu Andrzejowi Kowalczykowi. Ten bezskutecznie próbuje ominąć Pudzianowskiego. Prosi by, ten go przepuścił, tłumaczy mu że jest właścicielem i że na górnych piętrach też jest jego własność.

„Tam są moje rzeczy osobiste” - prosi, ale jest bez szans. W końcu ma przed sobą faceta, który przy wzroście 186 cm waży ponad 125 kg.

Obok, co jakiś czas, przechodzą między nimi inni ludzie. Są wystraszeni całą sytuacją, nie wiedzą co się dzieje. To goście motelu, którzy akurat nocowali tam po weselu w pobliskiej miejscowości. Ich Pudzianowski po rzeczy osobiste przepuszcza.

Andrzejowi Kowalczykowi udaje się przejść dopiero w asyście dwóch policjantów, których wezwał, twierdząc, że naruszono jego prawo do własności. Odzyskuje znajdującą się w jednym z pokojów torbę, ale twierdzi, że zginęły mu z niej pieniądze, 20 tys. zł. Mariusz Pudzianowski odpowiada, że poginęły klucze do pokojów. Nagranie się kończy.

W internecie są jeszcze dwa inne filmiki. Na jednym Mariusz Pudzianowski osobiście zakleja jedną z kamer monitoringu, a na drugim Andrzej Kowalczyk kłóci się z ludźmi, którzy wynoszą z motelu kanapy, materace i pakują je do dostawczaka, i znów wzywa policję. Nam Andrzej Kowalczyk przekazał kolejne nagranie: widać na nim jak wymieniane są zamki na drzwiach pokoju hotelowego z napisem "Pudzian Team".

Tym razem „Pudzian” tłumaczy się policjantom, że w swojej połowie motelu akurat robi remont, a na jego czas wyposażenie wywozi do magazynu, bo Kowalczyk nie chciał go odebrać. Nagranie się kończy.

Według Andrzeja Kowalczyka, rzeczy zabrane z hostelu przez słynnego siłacza nadal do niego nie wróciły, a on sam został bezprawnie pozbawiony prawa do części własności i możliwości prowadzenia działalności gospodarczej. Twierdzi też, że Mariusz Pudzianowski wyłamał zamki w drzwiach na dwóch piętrach budynku i ze wszystkich pokojów powynosił całe wyposażenie, łącznie ze wszystkimi drzwiami, zdemontował też krany i baterie prysznicowe, kontakty i wyłączniki elektryczne, a nawet, jak utrzymuje Kowalczyk, nie oszczędził nowych toalet, które "zdekompletował".

- Kiedy kupiłem 50 procent hostelu dostałem klucze do trzeciego i czwartego piętra - słychać na filmie Mariusza Pudzianowskiego, który ze swojego postępowania tłumaczy się policji. Udziały te sprzedała mu w lipcu ub. roku po rozwodzie, była żona Andrzeja Kowalczyka.

- Problem w tym, że sprawa podziału majątku między mną a byłą żoną toczy się w sądzie i nie jest jeszcze zakończona - twierdzi Andrzej Kowalczyk.

Nie wiadomo więc, do której części motelu Mariusz Pudzianowski ma prawo. To wg Kowalczyka musi dopiero ustalić sąd.

Strongman wydał oświadczenie, w którym przekonywał, że ma sądowe wyroki z „trzech instancji” które upoważniają go do takiego działania, że jest „współwłaścicielem Hostelu, gdzie zarabia na siedmiu pokojach”, a resztą, czyli trzynastoma pokojami, dysponuje Kowalczyk, który zastraszał mu klientów oraz odcinał złośliwie wodę, prąd i kanalizację.

"Współwłaściciel nie respektuje aktu własności" - napisał Mariusz Pudzianowski na Facebooku i dodał, że sprawa z hotelem w Andrychowie "dramatycznie została nagłośniona przez media".

WIDEO: Barometr Bartusia: Na niemieckim szamponie widnieje wielkie Made in Germany, i to w trzech miejscach. Na polskim - malutkie Made in EU

Wideo

Materiał oryginalny: Afera z Pudzianowskim. Sąd stanął po stronie lokalnego biznesmena - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie